Yragaël – Urm szalony

Każdy kto zamierza kupić zapowiedziane przez Studio Lain wydanie zbiorcze komiksu Phillipe Druilleta Yragaël – Urm Szalony wie już zapewne czego można oczekiwać. Pompatyczne teksty i epickie grafiki lekceważące zasady perspektywy i anatomii. Ten komiks to kwintesencja twórczości autora.

Dylogia Yragaël – Urm Szalony to dzieło dwóch twórców. Przy pierwszym tomie opowieści Druilleta wspierał pisarz SF, redaktor literacki i tłumacz fantastyki (między innymi cyklu Diuna) Michel Demuth. Demuth napisał scenariusz do albumu Yragaël.

Po profesjonalnym scenarzyście spodziewałbym się porządnej roboty ale przeczytawszy niedawno, po dwudziestoletniej przerwie, po raz kolejny cały cykl doszedłem do zaskakującego wniosku. Jestem zdania że część druga, napisana przez Druilleta jest lepsza scenariuszowo. Nawet jeżeli jedynie marginalnie. I uważam też że cały scenariusz Urma Szalonego mógł się zamknąć na 3-4 planszach bez wielkiej szkody dla opowiadanej historii. Gdybyu chodziło o innego rysownika tak zapewne by się stało.

Jest to oczywiście Druillet i scenariusz jest jedynie pretekstem dla graficznej ekspresji rysownika.

Yragaël to komiks który ma kilka poważnych problemów. Podstawowy to taki że album zaczyna się prologiem który zajmuje połowę komiksu. Drugim jest fakt że prolog jest napisany szeregiem oryginalnych czcionek, opracowanych przez rysownika. Czcionki te, oparte chyba o jakieś Celtyckie czy pseudogotyckie tradycje są w wielu przypadkach mało czytelne.

Kolejny, najpoważniejszy, zarzut jaki wielu ma do tego komiksu to fakt że cały prolog w Yragaël jest niezrozumiałym bełkotem. Ja nie posunąłbym się tak daleko w osądach. Jeżeli wczytamy się uważnie w teksty komiksu, co nie jest łatwe biorąc pod uwagę męczący styl i mało czytelną czcionkę, okazuje się że ma on co nieco sensu. Jest to wciąż historia stanowczo zbyt wystylizowana i niezbyt odkrywcza ale koherentna.

Część druga – Urm Szalony

Urm Szalony, niespodzianie, jest lepszym komiksem. Oczywiście jeżeli potraktujemy dylogię Druilleta jako narrację. Podstawowy jego atut to brak prologu jaki pojawił się w Yragaël. Za samo to Urm zasługuje na wyższą ocenę. Oczywiście ma to swoją cenę. Urm Salony jest albumem nieco mniej rozbuchanym graficznie. Przy całym prologu w pierwszym tomie Druillet miał okazję zaprezentować swój kunszt graficzny.

W Urm Szalony znajdziemy dużo mniej klasycznych Druilletowskich plansz i obrazów. Dostajemy za to w miarę zwięzłą historię z ciekawym przesłaniem i zakończeniem które wynosi ten scenariusz na wyższy poziom. Oczywiście relatywnie wyższy, to wciąż rodzaj pulpowej przypowieści fantastycznej.

Urm Szalony to biedny kaleka, wyszydzany przez wszystkich. Zostaje mu jednak podarowana przez moce najwyraźniej mroczne i niebezpieczne potęga i siła które pozwolą mu zdobyć władzę nad światem czy miastem albo ludźmi. W trakcie pisania tego tekstu zdążyłem już zapomnieć co to dokładnie było. Jest to zresztą bez znaczenia. Ważne co z tą władzą zrobi bohater. A podejmuje on decyzję nieoczywistą co stawia tytuł tego komiksu w ironicznym świetle bo Urm Szalony okazuje się być bohaterem bynajmniej nie szalonym a może jedynie tragicznym.

Dobra robota panie Druillet.

Mam nadzieję że Studio Lain poradzi sobie z doborem czytelnej czcionki, i miejmy nadzieję, tłumaczeniem tych gramatycznie i stylistycznie zagmatwanych tekstów w albumie Druilleta. Ten komiks warto kupić głównie dla jego strony graficznej. I, nie oszukujmy się, takie też pewnie będą podstawowe powody zakupu dla większości czytelników.

Na tych którzy są gotowi przebrnąć przez stylistycznie pogmatwaną, pompatyczną narrację może nawet w drugiej części opowieści czekać nagroda w postaci zgrabnej historii.