Starhenge – Smok i Odyniec Liam Sharp
Widziałem przyszłość I nie wygląda ona wesoło. Widziałem ją w komiksie Starhenge – Smok i Odyniec Liama Sharpa.
Starhenge – Smok i Odyniec, komiks wydany niedawno przez Labrum to propozycja która znajdzie uznanie wśród fanów opowieści obrazkowych publikowanych regularnie przez Studio Lain. Każdy fan Slaine’a odnajdzie się w tej opowieści mieszającej SF z celtyckim fantasy. Komiks graficznie i scenariuszowo nie odbiega od tego do czego przyzwyczaił nas cykl do scenariuszy Pata Millsa.
Lima Sharp zaczynał karierę w magazynie 2000 AD więc nie ma tu zaskoczenia. Rysował komiksy ze znanymi bohaterami magazynu by następnie przenieść się za ocean gdzie tworzył dla Marvela.
Starhenge to dla niego niejako powrót do korzeni z 2000AD, stylu ilustracji i narracji znanego ze Slaine i innych historii z magazynu. Rzut oka na niektóre plansze ze Starhenge nieodparcie przywołuje wrażenie oglądania kolejnej opowieści z przygodami Slaine’a.

O czym jest Starhenge Smok i Odyniec
W dalekiej przyszłości ludzie prowadzą wojnę z zagrożeniem z kosmosu, rasą sztucznej inteligencji która jest u progu wygranej i starcia z powierzchni Ziemi (kosmosu) całej ludzkości.
Jedyną szansą na ocalenie jest przywrócenie światu magii utraconej wieki wcześniej. I tu zaczyna się opowieść o Merlinie, posłańcu wysłanym z dalekiej przyszłości by przekierować historię na nowe tory. Opowieść rozgrywająca się w czasach króla Artura jest osią komiksu. Ta część opowieści opiera się na średniowiecznym dziele Historia regum Britanniae, autorstwa Geoffreya of Monmouth.
Dzieło to uchodzi aktualnie za kompletną fikcję literacką. Zawiera wiele elementów klasycznej legendy o rządach Artura i jego czasach. Wątki z dzieła Monmoutha są w komiksie Sharpa zmiksowane z elementami SF, jak podróże w czasie czy wrogie , kosmiczne sztuczne inteligencje. Całość tworzy miksturę która momentami bywa bardzo dezorientująca dla czytelnika.

Komiks na poziomie scenariusza nie reprezentuje sobą nic nadzwyczajnego. To prosta opowieść nie wnosząca wiele do kanonu opowieści arturiańskich czy komiksu jako takiego. Skomplikowana struktura narracyjna, pełna przeskoków w czasie i miejscu akcji nie jest w stanie zamaskować braku oryginalności tego komiksu.
Wszystkie wątki są jednak połączone ze sobą bardzo sprawnie, co trzeba traktować jako plus. Jednak wątki dodane do opowieści przez Liama Sharpa nie wnoszą do opowieści nowej jakości, niekiedy sprawiają wrażenie spłycania oryginalnej historii Artura i Merlina. Choćby wątek poczęcia Artura przez Uthera w ujęciu Sharpa jest tak spłaszczony i pokrętny że czytając go najzwyczajniej czułem zażenowanie.
Grafika dla wielu czytelników będzie atutem tego komiksu. Jest bardzo widowiskowa i zrobiona ze znajomością rzeczy. W Starhenge dominuje styl hiperrealistyczny, chociaż rysownik eksperymentuje z innymi stylami we fragmentach komiksu dla podkreślenia akcji czy zmiany narracji. Kompozycja planszy jest w tym komiksie bardzo kompleksowa, pełna wymyślnych przejść pomiędzy kadrami i skomplikowanych kombinacji tychże w ramach planszy.
Wszystko to jednak sprawia wrażenie przerostu formy nad treścią. Większość inwencji kompozycyjnej i graficznej komiksu pełni funkcję ornamentu, nie wnosząc nic do historii.
Podsumowując, Starhenge – Smok i Odyniec to sprawnie zrobiony komiks rozrywkowy. Niestety narracja i kompozycja plansz komiksu utrudniają jego odbiór nie wnosząc jednocześnie nic nowego do opowieści. Wątki dodane do opowieści arturiańskiej, rozgrywające się w czasach współczesnych i dalekiej przyszłości nie grzeszą oryginalnością. Przynajmniej dobrze komponują się z główną opowieścią.
W szerszej perspektywie ten komiks wydaje się dla mnie doskonałym przykładem tego gdzie podąży sztuka popularna w dobie sztucznej inteligencji. Starhenge wydaje się przykładem komiksu powstałego na promptach., ze swoją struktur a opartą na mieszance znanych wątków połączonych w całość bez jasnej artystycznej wizji.

Również grafiki w tym komiksie przywodzą na myśl komiksy tworzone przy użyciu AI. Ten komiks jest zapowiedzią tego jak może wyglądać przyszłość komiksu środka, komiksu popularnego. I nie jest to jasna przyszłość a raczej wizja dobrze wykonanych ale pozbawionych wartości produkcji miksujących znane wątki w nowych aranżacjach. Taki miks jaki dostajemy w Starhenge mogłaby zrobić AI. Mówiąc zwięźle, Starhenge pokazuje nam przyszłość komiksu i nie wygląda ona świetliście.
Niewiele dobrego da się powiedzieć o komiksie Liama Sharpa. Rysownik dysponuje pewną sprawnością w operowaniu kompozycją planszy i techniczną biegłością rysunku. Umiejętnie też połączył wiele różnorodnych wątków. Poza technicznymi aspektami Starhenge nie prezentuje wielu wartościowych elementów. Komiks spełnia swoja rolę jako pozycja czysto rozrywkowa, choć w tej kategorii wybór jest szeroki i z łatwością można znaleźć historie bardziej interesujące i godne uwagi.
Album nosi podtytuł tom pierwszy i jest to zrobione nieco na wyrost ponieważ nie powstał tom drugi historii chociaż Liam Sharp twierdzi że kolejna część, A Kiss for Atticus powstanie. Projekt jest bardzo ważny dla Liama Sharpa, jak twierdzi pracował nad nim przez lata i zapewne rzeczywiście ujrzymy dalszy ciąg cyklu. Pytanie tylko kiedy.
W sierpniu Image opublikowało komiks Ore, samodzielną opowieść ze świata Starhenge. Wydaje się więc że fani czekający na ciąg dalszy mogą spać spokojnie.
Więcej o komiksie na stronie Liama Sharpa.
Może cię zainteresować recenzja albumu Władca nieprawości z serii Slaine wydanego przez Studio Lain.

