Magazyn Komiks i My 21 recenzja
Magazyn komiksowy Komiks i My zniknął z mojego radaru jakiś czas temu, gdzieś w okolicach 11 czy 12 numeru. Teraz przypomniano mi o tym periodyku który doczekał się już 21 numeru. Uświadomiłem też sobie że magazyn jest już na rynku dziesięć lat. Taka wytrwałość na niewdzięcznym komiksowym poletku sama w sobie zasługuje na pochwałę.
Komiks i my nr 21
W tak długim czasie magazyn musiał wyewoluować. Zapamiętałem go jako mieszankę różnej jakości komiksowych szortów oraz publicystyki, stojącej na różnym poziomie ale często traktującej o oryginalnych czy wręcz egzotycznych tematach. W najnowszym numerze widać zmianę w stylu i treści publikacji.
Pierwsze numery przypominały stylem i zawartością ziny, tyle że lepiej wydrukowane i na lepszym papierze niż to się zazwyczaj spotykało w tego typu publikacjach. Nowy numer utrzymuje techniczny poziom wydania swoich poprzedników ze zmienioną treścią.
Zawartość magazynu
Magazyn zaczyna się niewiele wnoszącą trój planszówką o wojnie i umieraniu zatytułowaną Wojna i wątpliwości. Opowieść jest zilustrowana porządnie i jest. Komiks jest klasycznym przedstawicielem twórczości zinowej z dawnych lat, tyle że w kolorze bo czasy jednak poszły do przodu. I na tym króciaku w sumie kończą się klimaty zinowe w tym numerze.
Po krótkim wstępniaku otrzymujemy jeden z dwóch długometrażowych komiksów w magazynie Komiks i My.
Pierwszy z dwóch odcinków komiksu Wielki połów do scenariusza do scenariusza Sławomira Zajączkowskiego i rysunkami Sergio Ibañeza to osadzona we współczesności opowieść z elementami fantastycznymi. Rybacy wspominają stare dobre czasy kiedy ryb było pod dostatkiem, przed przybyciem wielkich trawlerów i korporacji. Opowieść jaką otrzymujemy w pierwszej części jest dobrze skonstruowana, co nie dziwi bo scenarzysta ma na swoim koncie sporo napisanych komiksów.
Rysownik też jest weteranem komiksowym, ten pochodzący z Argentyny ilustrator narysował mnóstwo komiksów na rynki argentyński i włoski. Osobiście znam go jedynie z pracy nad serią Dago. Ibañez tworzył odcinki tego cyklu w jego późniejszej fazie istnienia, kiedy oryginalni twórcy opuścili serię. Najwyraźniej współtworzył też kilka odcinków serii Nippur z Lagash, podobnie jak Dago pisanej przez Robina Wooda.
Grafiki Sergio Ibañez są na profesjonalnym poziomie ale nie wyróżniają się niczym szczególnym. Twarze jego bohaterów są zwykle uproszczone a tła zminimalizowane. W Wielkim połowie zaprezentowanym przez Komiks i My jego grafika nie odbiega od tego co zwykle pokazuje w swoich pracach.
Drugim dłuższym komiksem w magazynie jest trzeci, ostatni odcinek albumu SF zatytułowanego Tamara dwójki bułgarskich twórców komiksowych – Sotir Gelev (sc) i Penko Gelev (rys). Akcja komiksu rozgrywa się, jakże oryginalnie, na pustynnej planecie Baktria.
Trzon opowieści jest zbudowany wokół losów kilku postaci które w różny sposób zostały uwikłane w konflikt na skalę planetarną. Mamy walkę o władzę, spiski i najemników oraz tajemnicze substancje poszukiwane przez każdą ze stron. Scenariuszowo nie dostajemy tu wiele oryginalnej zawartości ale dzieje się sporo i jest to opowiedziane w miarę sprawnie. Dostałem do ręki tylko ostatni odcinek z trzech więc trochę niewygodnie jest mi się wypowiadać na temat płynności narracji czy konstrukcji intrygi. Wydaje się też że autorom komiksu zabrakło czasu, determinacji czy zwyczajnie chęci bo opowieść kończy się epilogiem który zamyka większość wątków albumu nie w kadrach ale zwyczajnym opisem tekstowym.
Graficznie komiks prezentuje się poprawnie, jest narysowany na profesjonalnym poziomie. Rysunki są nieco sztywne, kolory nakładane komputerowo, całość przypomina mi wydany kilka lat temu komiks WoundedMikołaja Spionka od wydawnictwa Egmont. Tamara to jest komiks akcji a w ilustracjach i scenach walki brakuje niestety trochę dynamiki.
Rysownik Tamary wyraźnie zapatrzył się w uniwersum Incala. Niekoniecznie w prace Moebiusa, choć pewne wpływy tego artysty w tym komiksie widać. Głównymi źródłami inspiracji byli jednak epigoni Moebiusa, Zoran Janjetow i Fred Beltran rysujący komiksy z uniwersum Incala.
Zawartość magazynu uzupełnia dłuższy tekst o mitologii Thorgala, inspiracjach i powstaniu serii skoncentrowany na kultowej już scenie zaznajamiającej czytelnika z tym bohaterem którego poznajemy w momencie kiedy Gandalf przykuwa go do skał. Jest to dobrze opracowany faktograficznie tekst, odwołujący się do dużej ilości źródeł i tradycji kulturowych. Nie jestem tylko pewien ilu czytelników jest w dzisiejszych czasach zainteresowana tego typu tekstami.
Otrzymujemy jeszcze krótki tekst na pożegnanie Tadeusza Baranowskiego, twórcy który naznaczył całe pokolenia komiksowych czytelników. Sam zaczynałem swoją przygodę z komiksem od Antresolki wypożyczonej z biblioteki, albo od Były w lesie raz igrzyska, po czterdziestu ponad latach już nie mam pewności – ale Antresolka brzmi oczywiście bardziej nobliwie bo co mistrz to mistrz. Jest to całkiem porządny tekst o jednym z mistrzów komiksowych dzieciństwa i nie tylko wielu czytelników komiksów w Polsce.
Magazyn kończy się tradycyjnie jednoplanszówką do scenariusza Sławomira Zajączkowskiego z rysunkami Krzysztofa Wyrzykowskiego opublikowaną na trzeciej stronie okładki i zatytułowaną Pseudonim Pileckiego krótko opisująca epizod o pobycie bohatera w Oświęcimiu.
Komiks i my 21 podsumowanie
Magazyn jest wydany profesjonalnie, na dobrym papierze i bez błędów drukarskich. Jedyny mankament to fakt że papier okładki ma taką samą gramaturę jak środek. Co za tym idzie okładka w moim egzemplarzu już zaczęła się zaginać po jednym przeczytaniu i kilku przekartkowaniach. Poza tym trudno coś tej publikacji zarzucić edytorsko.
Również korekta jest zrobiona starannie. Czytając nie starałem się wyszukiwać błędów czy literówek ale nic takiego nie wpadło mi w oko podczas lektury. A jest to spora bolączka wielu wydawnictw i ich publikacji.
Magazyn Komiks i My przeszedł sporą ewolucję od swojego powstania. Zaczynał jako publikacja quasi zinowa, zawierająca komiksowe króciaki i publicystykę. Najnowszy numer jest bliższy regularnemu magazynowi komiksowemu. Jest to naturalna ewolucja,dla mnie niestety nieco rozczarowująca bo szczerze mówiąc generalnie preferuję ziny. Może nie tak wymuskane, dopracowane jak rasowe magazyny komiksowe ale też bardziej urozmaicone i nieokiełznane. Brakuje mi tego chaosu w tekstach jaki panował w pierwszych numerach. Nieco mniej brakuje mi komiksowych szortów z tego okresu.
Zmiana jaką przeszedł magazyn Komiks i my wydaje się naturalna ale nieco ryzykowna. Nie bez powodu magazyny komiksowe na wielu rynkach przechodzą kryzys od lat. Komiks i my nr 21 kosztuje w Gildii 38 złotych, za tą sumę lub nieco większą można już kupić album komiksowy. Wiadomo co wygrywa w głowach wielu kupujących. Silną stroną magazynów komiksowych jest różnorodność, zwykle zawierają kilka komiksów z których przynajmniej część ma szansę zainteresować czytelnika.
Magazyn który tu omawiamy zawiera jedynie dwie długometrażowe historie więc szanse na zainteresowanie czytelnika różnorodnością zawartych w nim komiksów są ograniczone. Zwiększenie objętości nie wchodzi zapewne w grę w związku z kosztami ale może niegłupim pomysłem byłoby ucięcie kilku storn z dwóch komiksów w magazynie i dodanie odcinka trzeciego komiksu ich kosztem. Zwiększyłoby to różnorodność opowieści ukazujących się w magazynie i podniosło atrakcyjność magazynu dla przeciętnego czytelnika.
Ogólnie rzecz biorąc dwudziesty pierwszy numer magazynu Komiks i my to publikacja środka, zawierająca profesjonalnie zrobione komiksy które jednak nie wykraczają poza poziom produkcji magazynowych. Trudno mi wyrokować o jakości historii w Wielkim połowie, bo znam jedynie jej początek a opowieść może pójść w wielu kierunkach.
Scenarzysta postanowił zmierzyć się w niej ze skomplikowanym zagadnieniem i niełatwo będzie mu powiedzieć o nim coś odkrywczego w niedługim mimo wszystko komiksie.
Komiks i my to propozycja dla fanów komiksów środka, nieunikających fantastyki, rysowanych realistyczną kreską. Magazyn stonował też swoje ideologiczne zaangażowanie które było dość dobrze widoczne w pierwszych numerach pisma. Myślę że ta zmiana też wyszła tej publikacji na dobre.

Wydawca zapewnił egzemplarz recenzencki magazynu.
